gabinet tropów

Archiwum autora

Gdańsk /A.D. 2015/

g1g2


Bydgoszcz /A.D. 2015/

1 2 31


Samurai

Sam


Minstrel…

Minstrel2


Mifune

mifune


Bat’n’Cat!

Bat'n'Cat cat


Obrazek

Totoro! (1988)

1


Nowa gałązka

eskalantrzeci.wordpress.com

Pod tym adresem będę dalej rozwijał swoje opowiadania spod znaku kombinezonu i myśliwca.

Zapraszam!


Niepamięć

AM

Niedługo minie 130 lat od chwili, gdy na rynku pojawiła się powyższa książka, czyli „Dzieła” (I-IV) Adama Mickiewicza.

Po lewej stronie mamy książkę w stanie idealnym. Po prawej stronie widać mój egzemplarz. Czas pozbawił go kolorów i wyrazu. Książkę odziedziczyłem po babci. I tutaj trop się urywa, ponieważ określenie dat narodzin i śmierci moich przodków graniczy z cudem. Nie da się określić jej poprzednich właścicieli.

Babcia przyszła na świat w 1927 roku, w Lwowie. Od 23 grudnia 1920 do 16 sierpnia 1945 roku Lwów był stolicą województwa lwowskiego II Rzeczypospolitej. Było największym miastem Małopolski Wschodniej i jednocześnie jednym z sześciu wielkich miast II Rzeczypospolitej, obok Warszawy, Łodzi, Poznania, Krakowa i Wilna.

Książka, której jestem właścicielem, wydana została w 1885 roku. Miała rzucają się w oczy oprawę – tłoczone zdobienia i złocony portret pisarza. Pojawiła się w dwóch miejscach. Pierwszym z nich był Lwów (Gubrynowicz & Schmidt), drugim zaś Paryż (Księgarnia Luksemburska).

Komu dokładnie zawdzięczam wydanie omawianego zbioru?

Władysław Ludwik Gubrynowicz (1836-1914) był księgarzem i wydawcą lwowskim. Brał udział w powstaniu styczniowym. Był dwukrotnie więziony. W historii zapisał się również jako członek Rady Miejskiej i przewodniczący Izby Handlowej. Lwów za czasów Gubrynowicza był kojarzony z prężnie rozwijającym się ośrodkiem księgarsko-wydawniczym. To właśnie tam powstał Zakład Narodowy im. Ossolińskich.(więcej: http://www.cracovia-leopolis.pl/index.php?pokaz=art&id=2381)

Władysław Schmidt (1840-1908) urodził się w Krakowie.

Pod adresem http://www.lvivcenter.org/pl/umd/posts/post/?ci_themeid=45 znajduje się sporo szczegółów związanych z rozwojem i działalnością najważniejszych księgarń XIX-wiecznego Lwowa.

Fragment traktujący o działalności Gubrynowicza i Schmidta:

The renowned book company „Gubrinowicz and Schmidt” functioned from 1868 to 1939. Its founders and owners were Władysław Gubrinowicz and Władysław Schmidt.

In 1868 they entered the book business by purchasing the well-established Kallenbach Bookstore. From this bookstore they introduced their own range of products, opened a publishing bookstore and kept an inventory of musical notes at 10 Teatralna Street.

In 1898 Władysław Gubrinowicz built a facility at 9 Teatralna Street; on the 1st and 2nd floors he set up his bookstore and book lending establishment.

The façade on the corner of the building, facing the intersection, was decorated with the busts of famous Polish writers Jan Kochanowski and Adam Mickiewicz, and Zygmunt Krasinski, Juliusz Słowacki, Józef Ignacy Kraszewski and Adam Asnyk on the Kilinskiego Street side. The busts were sculpted by Piotr Harasimowicz.

Tak więc książka pojawiła się tam w siedemnastym roku działalności firmy. Moi prapradziadkowie byli w tym czasie nastolatkami. Mogli, razem z rodzicami, zajrzeć w trakcie spaceru na ul. Teatralną 10. Książka kusiła złotem i czerwienią na jednej z witryn księgarni.

gubrynowicz

Front księgarni. Widok od ul. Teatranej i ul. Kilińskiego.


Deathstroke the Terminator (also known as Deathstroke, his name Slade Joseph Wilson, or formerly the Terminator).

The character was created by Marv Wolfman and George Perez.

SladeX

  Slade2

   Deadstroke2Deadstroke

SladeProgress


Green.

This is a color that has a strong sense of right or wrong, inviting good judgment.

It sees both sides of the equation, weighs them up, and then usually takes the moral stand in making appropriate decisions.

On the negative side, it can be judgmental and over-cautious.

/Arrow (TV Series)/Developed by Greg Berlanti, Marc Guggenheim, Andrew Kreisberg/.

Arrow 2


„They don’t advertise for killers in the newspaper. That was my profession. Ex-cop. Ex-blade runner. Ex-killer”.

/Deckard. Blade Runner.1982./

br1

br2


Wielkie pytania małych ludzi

Untitled-1

Dwa tytuły, jeden autor, wiele pytań bez odpowiedzi.


Obrazek

Opleciony narracją

Witaj, nieznajomy. Nie jesteś przypadkiem ciekaw, co kryją wnętrza króliczej nory? Tak? To wspaniale. W takim razie chodź za mną…

zbiór

Ewolucja gier czy może raczej ich dojrzewanie? Być może jedno i drugie.


Pociąg do normalności

SnowpiercerTrainQuadFullwidepost1

Snowpiercer to świetna produkcja. Można jej zarzucić kilka pomniejszych wad, ale całość broni się znakomicie.

Dobre podejście do niepokojącej utopii w stylu Bioshock.


Obrazek

I have a bad feeling about this…

A New Hope Return Of the Jedi


Cytat

Life of Pi

„It moved with the slow, massive confidence of a continent”.    

„Life of Pi” jest filmem, który pozostawia po sobie pracę domową do odrobienia. W klasyczny sposób przypomina, w czym tkwił urok dawnych opowiadań, przypowieści, historii wymagających niejednoznacznej interpretacji fabuły. Ale nie działa to w ten sposób, że zostawia widza z ręką przytrzaśniętą między drzwiami (bzdurny plot twist), nie powiemy po seansie: „to było tanie”.


Film

GET LAMP: The Text Adventure Documentary

Prawdopodobnie jeden z najlepszych dokumentów zajmujących się tematem narodzin, rozwoju i powolnego odchodzenia gier tekstowych z mainstreamu w cień. Prawdziwa perełka.


Moje miasto pod ich miastem

  Jakiś czas temu wspominałem o motywach, do których chcemy wracać. O miejscach, które sprawiają wrażenie już kiedyś odwiedzanych. Stare, dobrze znane kąty. O czasach i zdarzeniach, które chcemy doświadczać osobiście, zmieniając ubrania, pamięć i zwyczaje. Ostatnio częściej zakładam znoszone buty Artyoma.

  Artyom to młody, dwudziestokilkuletni chłopak, który urodził się głęboko w tunelach metra Timiriyazevskaya – metra moskiewskiego. Nie wie czym było życie na powierzchni. Dla Artyoma, przyszłość jest zdefiniowana jako pewność, że uda mu się dożyc kolejnego dnia, że ujrzy ponownie światło żarówek rozjaśniających jego miasto. Artyom nie ma żadnych złudzeń, wie że na powierzchni nie ma już od kilkunastu lat życia. Owszem, egzystują tam pewne organizmy, ale forma jaką przyjęły może szokować. A z całą pewnością zabić. Jałowe, obciążone metalami ciężkimi pustkowia cynicznie wypaczyły ewolucję istnień opartych na bazie węgla. Ludzkość została szybko zgaszona przez wojnę wielu mocarstw. Miasta otrzymały śmiercionośne, atomowe ciosy. Niewielu wybrańców mogło schronić się w moskiewskim metrze. Nadzieja wciąż jednak szepcze o odbudowie, o przywróceniu dawnego, w mgnieniu oka utraconego ładu. Rzeczywistość krzyczy i radzi sprawdzić, czy aby nie zapomnieliśmy przeładować naszego wysłużonego AK-74M.  Może warto też sprawdzić zapas filtrów do maski? Nie zaszkodzi…

  Choć nikt nie wyraża swoich lęków na głos, moi bracia i siostry z Timiriyazevskaya czują, że nadeszły jeszcze cięższe czasy. Większy mrok spowił pustkę naszych tuneli. Jakaś niewypowiedziana groza zaczyna z wolna przechylać szalę na stronę istot z powierzchni. One wciąż są niespokojne, nieprzebrane w ilościach i wciąż tak samo głodne. Te bestie chyba się nie męczą, z wolna dostają się do tych zabezpieczonych tuneli, które niegdyś można była przebywać w pojedynkę. Niektóre stacje są już od siebie odcięte. Pojawiły się nowe cienie, nowe głosy, znacznie mniej przewidywalne i w gruncie rzeczy wciąż nienazwane. One zeszłej nocy zaatakowały posterunek naszego Timiriyazevskaya. Podeszły bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Może przyciągał je zapach krwi ze szpitala polowego? To nie są te czerwonookie bestie wychodzące z ciemnych kątów naszych opuszczonych mieszkań, ulic i parków. To coś nowego, wcześniej niespotykanego. Potrafi bez trudu wejść do umysłów strażników naszego ciemnego miasta. Ta wojna otworzyła nowy rozdział w rozwoju nauki, lub drzwi prosto do piekła. Czy wojenne poltergeisty odejdą w ciszy kiedy się już odbudujemy?

  Stalkerzy mówią o zapomnianych tunelach na północy, po których podobno regularnie krążą widmowe kolejki metra. Przeszłość cały czas uparcie trzyma się swojego niezmiennego rozkładu jazdy. Ale jeszcze dziwniejsze są rury cieplne. Łowcy mówią (jeśli faktycznie wierzyć ich słowom), że słychać w  nich śmiech dzieci. Ten rodzaj śmiechu, który towarzyszył każdemu placu zabaw Moskwy. Takiego miasta, w którym żyła moja kiedyś moja matka. Nie wiem, czy chcę wierzyć w inne historie Stalkerów. Nie wiem czy chciałbym widzieć cienie ludzi, które napotykali w drodze na powierzchnię. To podobno zawsze przebiega w bardzo podobny sposób. Obserwowane zdarzenia nigdy się nie powtarzają, ciągle zaskakują. Metro, te tunele, one chyba odgrywają sceny sprzed czasu ognia i promieniowania. Na początku pojawiają się cienie, można bez trudu rozróżnić poszczególne sylwetki. Czasem są to dzieci, czasem dorośli. Temu zjawisku zawsze towarzyszy dźwięk, słychać ich rozmowy. To tak, jakby nagle ktoś uruchomił projektor i zaczął wyświetlać smutny teatr cieni. Takie wydarzenie trwa może kilkanaście sekund, gubi się poczucie czasu. Każde z nich kończy się krzykiem i blaskiem, świadomością nieuchronnej zamiany w popiół. Taki blask podobno towarzyszył uderzeniom nuklearnym. Niech Bóg ma nas w swojej opiece, skoro nawet Metro nie zapomina.


Unholy extravaganza

Pierwsze materiały z odświeżonej wersji Devil May Cry nie spotkały się z pozytywnym odbiorem. Móżna użyć bardziej dosadnych wyrazów, pasujących do fali oburzenia która przetaczała się przy akompaniamencie grzmotów i prawdopodobnie dalej przetacza w pewnym stopniu przez sieć (choć mogła już trochę osłabnąć). Nowy Dante, powszechnie znany jako syn demona Spardy i ludzkiej kobiety Ewy (spokojnie, tutaj wszystko pozostało bez zmian, no harm done), został nieco odcięty od swojego dawnego wizerunku. Dawniej białowłosy, niepokorny wojownik stał się ku powszechnemu zdziwieniu brunetem, o nieco mniej ekstrawaganckim podejściu do problemów życia codziennego (czytaj: piłowanie kłów demonom z równoległego wymiaru).

Nie przemawia do mnie tłumaczenie przedstawicieli Capcomu, jakoby wizerunek Dantego należałoby kształtować zgodnie z wymogami rynku, tzn. młodszej, mniej obeznanej w serii części graczy. Klasyczny image pogromcy demonów w żadnym wypadku nie uległ przedawnieniu, nie widzę potrzeby zmiany czegoś, co w dalszym ciągu sprawdza się tak samo dobrze. Nie ma jednak co rozwodzić się nad decyzją deweloperów z Ninja Theory. Nowy Dante po prostu mi pasuje. Spędzając nawet kilkanaście minut przy tej produkcji, czuje się pewną zbieżność z dawnym wizerunkiem. Dante A.D. 2013 nie jest przeźroczysty, tak jak pewna część gorliwych fanatyków serii zakładała. Ciemnowłosemu synowi Spardy jest teraz bliżej młodocianego buntownika, jak na bywalca ulicznych zamieszek przystało. Najbliżej zaś mu po prostu do osoby, której dramatyczne oderwanie od własnych korzeni i pamięci przeszłości przyniósł żywot zbuntowanego mieszkańca przyczepy. Ale czy to w takim razie oznacza że jest postacią casualową i wtórną? I tak i nie. Z pomocą w definiowaniu wad i zalet Dantego przychodzi jego brat bliźniak – Vergil. Jego rychłe pojawienie się zmienia nieco perspektywę oceny Dantego, ponieważ, spójrzmy prawdzie w oczy – Vergil jest o niebo ciekawszą postacią.

Abstrahując od zgryzów w wątku charakterów przedstawionych, przejdźmy do rozgrywki i designu poziomów. To co widzimy na poszczególnych mapach w DMC jest absolutnie GENIALNE. Gra dostarczona przez Ninja Theory zawiera w sobie jedne z najlepszych starć z bossami, w jakich kiedykolwiek dane mi było uczestniczyć. Amerykanie zdawali sobie sprawę z potencjału kreacyjnego serii Devil May Cry. Postanowili dołożyć własną cegiełkę do muru oryginalności tej marki. Przemierzanie poziomów w stronę ostatecznej konfrontacji jest bardzo spójne, nie mamy jednak pojęcia, jaką przyjmie formę. I tutaj ludzie z Ninja Theory zamontowali sprytnie swoją pułapkę. DMC nie przestaje zaskakiwać, umiejętnie gra konwencją, jednocześnie serwując zupełnie niespotykane formy starć.

Klimat i stylistyka świata jest jedną z największych zalet. Grając, czujemy się dopieszczani, bierzemy udział w spójnej, graficznie konsekwentnej narracji. Weźcie chociażby pod uwagę wykorzystanie graffiti w trakcie sceny na placu zabaw, gdy Vergil przybliża Dantemu ich wspólną przeszłość. Poszczególne grafiki na murach ukazują dramaty pary kochanków – Spardy i Ewy, mających to nieszczęście znalezienia się po przeciwnej stronie barykady (odwieczna walka aniołów i demonów). Smaczków takich jest o wiele więcej, DMC korzysta z pełnej palety chwytów wizualnych. Ciekawie przedstawia się też Limbo – zaświaty, domena demonów, w której przychodzi nam walczyć z wszelkiej maści pomiotami ciemności. Co ciekawe, miasto będące pod wpływem Limbo wygląda lepiej, niż rzeczywistość. Kusi ciepłem barw i przystępnym surrealizmem. Świat realny jest natomiast szary, reprezentuje zniewoloną przez demony ludzkość. Historia przedstawiona w DMC jest spójna, po prostu mamy ochotę zgłębiać kolejne rozdziały tej opowieści. W przeciwieństwie do fabuły poprzedników, w nowym „Diable” ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, że pełni rolę matrixowych „bateryjek”. Znajduje się jeszcze w pełnej nieświadomości. Demony kontrolują swoje stadko przy pomocy kamer (sic!) i super popularnego napoju o nazwie „Virility” (jeśli dobrze zrozumiałem, to substancja ta zwiększa pasywność mózgu). Nowy DMC nie zawodzi, ponieważ nie zakłada niemożliwego. Mamy tutaj do czynienia z historią o szukania tożsamości, o odnalezieniu drugiej (szalenie odmiennej) biologicznej połowy i konieczności skarania głównego, międzywymiarowego złego.